|
|
|
Informacje praktyczne/Czechy/Czaszki i piszczele u sufitu
|
Co można zrobić z ludzkich kości? Żyrandol, monstrancję, krzyż, a nawet boazerię. A wszystko to dla chwały Pana i ku pamięci żyjących, by wiedzieli, czym staną się po śmierci.
Kilkadziesiąt kilometrów na południowy wschód od Pragi, w Sedlcu na przedmieściach miejscowości Kutna Hora znajduje się jedna z najosobliwszych kaplic w Europie. Tu człowiek, jak nigdzie indziej, dostrzega kruchość swego żywota, ale też w sposób wielce dosłowny realizuje się słynne stwierdzenie Horacego: non omnis moriar, nie wszystek umrę.
Średniowieczna metropolia Sama Kutna Hora to miasteczko, które miało w średniowieczu tyle samo mieszkańców co Londyn, a potem długo było drugim co do wielkości czeskim miastem po Pradze. W dodatku bardzo bogatym, dzięki odkrytym niedaleko pokładom srebra. Do dziś o dawnej świetności Kutnej Hory świadczy wspaniały zamek, większy od Wawelu oraz monumentalna gotycka katedra, której nie powstydziłoby się nawet francuskie Chartres. Dlaczego w średniowieczu, gdy Kutna Hora była tętniącą życiem metropolią, ktoś postanowił zbudować nieopodal coś tak dziwnego, jak kaplica ozdobiona ludzkimi kośćmi? Historia osobliwości rozpoczyna się w roku 1278. Wtedy to właśnie opat miejscowego klasztoru, niejaki Jędrzej, wybrał się wraz z królem czeskim Przemysławem Otokarem II do Jerozolimy. Wrócił z garścią piasku przywiezionego z Ziemi Świętej. Piasek ów rozsypał po miejscowym cmentarzu. W ten sposób miejsce.to również stało się ziemią świętą i sława jego natychmiast przyćmiła inne miejsca pochówku. Zwłaszcza szlachta, i to nie tylko z Czech, ale też z Polski, Belgii i Bawarii, chciała po śmierci spocząć na tym cmentarzu.
Szybko rozrósł się on do niebotycznych rozmiarów.
Czaszki, piszczele, miednice Jakby tego było mało, wkrótce wybuchła na tych terenach wielka epidemia. Nekropolia musiała pomieścić więc dodatkowe 30 tysięcy ciał, a potem jeszcze więcej, bo zaczęły się wojny husyckie. Po nich zrujnowany cmentarz postanowiono wyremontować. Wszystkie kości wydobyto, a w 1511 roku pewien na wpół ociemniały mnich ułożył z nich sześć... piramid.
Dopiero jednak w wieku XVIII kościół cmentarny i kaplica w Sedlcu nabrała obecnego wyglądu, a wszystko za sprawą architekta Jana Błażeja Santiniego. To on zaprojektował obecne wnętrza i stworzył ów makabryczny wystrój. U sufitu zawiesił żyrandol, który wisi do dziś i, wbrew temu, czego można by się obawiać, wcale nie budzi grozy, lecz podziw dla misternej, koronkowej roboty. Do jego stworzenia użyto wszystkich kości, z jakich składa się człowiek.
Kilkumetrowe świeczniki powstały z połączenia kilkudziesięciu czaszek, na wzór stromych piramid. Równie makabrycznie wygląda ołtarz, gdyż po jego obu stronach we wnękach prezbiterium umieszczono monstrancje wykonane z ludzkich piszczeli. Przy ołtarzu gromadzą się wierni. Zapalają malutkie świece, czasem wrzucają monetę za ogrodzenie. Czyżby chcieli tu jeszcze wrócić?
Istniejące do dziś cztery piramidy z ludzkich kości budzą w wielu zwiedzających lęk. Kości ciasno przylegają do siebie, bez żadnych łączeń.
W tej kaplicy złożono szczątki około 40 tysięcy ludzi. To, co widzi turysta lub pielgrzym, to ledwie skromna część „zbiorów". Niewykorzystaną resztę zakopano na cmentarzu. Ocenia się, że pozostałe kości zajęły około 40 metrów sześciennych.
Podpis z cudzych kosteczek
Dzieła zdobienia kaplicy w Sedlcu, zapoczątkowanego przez Santiniego, dokończył niejaki Franciszek Rint w roku 1870. To właśnie on rozebrał dwie piramidy z ludzkich kości, by zrobić wspomniane przedmioty, w tym kilka krzyży i dwa wielkie kielichy. Zadbał również o herb właścicieli tych ziem, rodziny Szwarzenbergów. Na koniec, niedaleko wejścia, z drobnych kostek ułożył własne nazwisko i datę prowadzenia prac.
Rinta wykorzystywał ludzkie piszczele wybielone w wapnie chlorowanym. Dziś kości znów są żółte i mocno przykurzone. Dla jednych są obrazą, dla drugich cennym śladem przeszłości, a dla jeszcze innych przypomnieniem, jak kruche i jak ulotne jest ludzkie życie. Być może reakcja wielu turystów byłaby zupełnie inna, gdyby w tym miejscu ułożono ludzi, którzy zmarli kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu. Ale tutejsi zmarli nie żyją co najmniej od lat dwustu. Opadły więc emocje, a została zaduma.
Jarosław Panek
moje podróże
13 październik

|
|