|
W pięć dni dookoła Złotego Pierścienia
Rosjanie mówią Zołotoje Kolco, Złoty Pierścień.
Trzeba jednak niemałej wyobraźni, by spoglądając na mapę centralnej Rosji, w szlaku łączącym kilkanaście najstarszych miast dostrzec kształt pierścienia.
MICHAŁ KSIĄŻEK
Choć to dużo bardziej skomplikowana figura, to mimo wszystko na pewno złota. Nie widać tego na mapie, ale wystarczy na kilka dni dać nura w rosyjską głubinkę (prowincję) i zobaczyć klasztor w Siergijew Posadzie, sobory Rostowa czy monastery Jarosławia, Suzdalu i Kostromy.
Wszędzie tam lśnią złote kopuły cerkwi, soborów i klasztorów, rozjaśniając smutny nieco poradziecki krajobraz.
Do Zagorska, 70 kilometrów od Moskwy, dostać się można elektryczką, pociągiem podmiejskim.
Na stacji o zaskakującej nazwie Przykazania Iljicza wsiada starszy pan z pękiem balonów i krzyczy na cały, pozbawiony przedziałów, wagon: „Balony sprzedaję, chińskie i hiszpańskie, balony!". Tuż za nim mężczyzna z wielką gitarą do złudzenia przypominający Wołodię Wysockiego, nawet z napisem „Wysocki" na kurtce. Wołodia próbuje coś zaśpiewać, ale widownia przerywa mu: „Wysocki, waliaj otsiuda!" (zjeżdżaj stąd, Wysocki!). Jedynie grupka siedzących po sąsiedzku kobiet w długich sukniach i chustkach na głowie oraz mężczyzn z bujnymi brodami nagradza wędrownego muzyka kilkoma rublami. To pielgrzymi jadący do klasztoru w Zagorsku, rosyjskiego odpowiednika naszej Częstochowy. Jadą, by pomodlić się do relikwii jednego z ważniejszych świętych rosyjskiej Cerkwi prawosławnej, św. Sergiusza Radoneżskiego.
Wędrówkę po Złotym Pierścieniu dobrze jest zacząć właśnie od Zagorska, bo ma bardzo dobre połączenie kolejowe ze stolicą. Pociągi z Dworca Jarosławskiego odjeżdżają co 30 minut. W Zagorsku na dalszą drogę można wynająć np. mikrobus (dużo taniej niż w Moskwie). Jeśli zbierze się kilkuosobowa grupa, wydatek zniesie nawet studencka kieszeń - za czterodniowy kurs rosyjski szafior życzy sobie około 300 złotych od osoby. Można też objechać Zołotoje Kolco, podróżując autobusami i pociągami, ale to potrwa nieco dłużej. Trzeci wariant to przyłączenie się -co uda się przy odrobinie szczęścia - do prawosławnej pielgrzymki, jakich wiele krąży, odwiedzając święte miejsca - Nie należy mówić Zagorsk - poucza mnie Siergiej, jeden z jadących elektryczką pielgrzymów, gdy pytam, czy daleko jeszcze do Zagórska. - To nazwa nadana po rewolucji, od nazwiska jakiegoś komunisty, my mówimy Sergijew Posad - tłumaczy.
- Sergijew Posad, czyli miasto Sergiusza, świętego z Radoneża -dodaje inny pielgrzym i opowiada historię życia świętego. Sergiusz Radoneżski gdzieś w połowie XIV w. założył mnisi habit i zamieszkał w nieprzebytych lasach, w miejscu, gdzie dziś wznosi się Monaster Troicko-Sergjjewski. Znany z wielu cudów i uzdrowień Sergiusz Radoneżski dał początek klasztornej wspólnocie, zaczęli dołączać do niego inni bracia. Opiekunką wspólnoty stała się Święta Trójca, która objawiła się Sergiejowi na zamieszkanym przez mnichów wzgórzu. Stąd dzisiejsza nazwa monasteru: Troicko-Sergijewski, na pamiątkę objawienia i na pamiątkę świętego. Nazywany jest też Ławrą Troicko-Siergijewską. Ławra to po prostu monaster o najwyższym statusie w hierarchii prawosławnej.
Tam takaja energletlka
Święty umarł w 1392 roku, trzydzieści lat później nad jego grobem zaczęto wznosić murowany sobór. Wcześniej, jak nakazuje prawosławny warunek kanonizacji, wydobyto trumnę ze zwłokami świętego. Okazało się, że ciało pozostało nienaruszone! Do dziś relikwie Sergiusza przyciągają tysiące wiernych z całej Rosji, Ukrainy i Białorusi.
- Riebiata, tam takaja energietika, siła takaja! - zachęca do odwiedzin relikwii wychodząca z soboru okutana w chusty babuszka.
Na turystach robią wrażenie jednak nie tyle relikwie świętego, ile malowane w latach dwudziestych XV wieku freski Andrieja Rublowa. Najwybitniejszego malarza czy, jak mówią prawosławni, ikonopisarza średniowiecznych ikon. To dla XV- wiecznego ikonostasu Rublow, sam będący mnichem ławry, namalował też jedną ze ławniejszych ikon na Rusi - Świętą Trójcę.
- Dziś na jej miejscu widnieje kopia, oryginał można zobaczyć w Galerii Trietiakowskiej - objaśnia Siergiej, który nie dość, że jest imiennikiem świętego z Radoneża, to jeszcze sam - z długą brodą i zapadniętymi policzkami - jest nad wyraz podobny do mnichów spoglądających z klasztornych fresków i ikon.
Baraban z kopułą
Sobór Świętej Trójcy to co prawda najstarszy budynek ławry, lecz nie tak imponujących rozmiarów jak Sobór Zaśnięcia Matki Boskiej (1559 rok), którego niebieskie i złote kopuły wznoszą się ponad klasztornymi zabudowaniami. Zdobiony złotą farbą portal jest zaledwie zapowiedzią wewnętrznego przepychu - kapiącego złotem ikonostasu z XVI i XVII wieku oraz złoconych XVII-wiecznych fresków. Od 11.30 do 16.30 sobór jest zamknięty, dobrze o tym wiedzieć, by nie znaleźć się w tłumie zawiedzionych, którzy w południowych godzinach często oglądają zamkniętą cerkiew tylko z zewnątrz.
Niektóre budynki Ławry Troićko-Sergiejewskiej są zamknięte, mieści się tam seminarium. Inne można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Do takich należy np. Trapezna (cerkiew refektarzowa) połączona z jadalnią dawnych mnichów. Inne, jak np. Sobór Zaśnięcia, są czynnymi świątyniami i te można zwiedzać samemu. Warto zajrzeć do XV-wiecznej cerkwi Zesłania Ducha Świętego.
Wyróżniają wysoki baraban, czyli bęben, w którym umieszczony jest dzwon i na którym osadzona jest jej jedyna kopuła. - Tak budowano na północy Rosji, od razu znać rękę pskowskich budowniczych - wyjaśnia Siergiej. Jednak dla Rosjan jest ważna z innego powodu - z jej wysokiej dzwonnicy jesienią 1608 roku mnisi dostrzegli nadciągające polsko-litewskie wojska.
Z tej samej dzwonnicy 14 miesięcy później, po długim i nieudanym oblężeniu, oglądali ich odwrót. Analogia do szwedzkiego oblężenia Częstochowy nasuwa się sama...
Siergiej postanowił zostać w świętym dla niego miejscu kilka dni, ale dzięki temu, że przedstawił mnie innym pielgrzymom, mogę jechać z nimi autobusem dalej szlakiem Złotego Pierścienia.
Niejeden kreml
Blisko dwustukilometrowy odcinek z Sergjjew Posadu do Uglicza można by pokonać w trzy godziny, gdyby nie Peresław Zaleski i Rostów Wielki, dwie ważne ozdoby Pierścienia, które trzeba zobaczyć po drodze. Pierwszy słynie z kilku monasterów i cerkwi otoczonych średniowiecznym wałem, który po dziś dzień wyznacza centrum niewielkiego miasteczka, jakim jest Peresław. Spośród jego zniszczonych nieco cerkwi i szarego krajobrazu wyróżnia się biała świątynia. Zwarta nieduża bryła, ściany pozbawione ozdób, tylko jedna, zielona kopuła.
To Sobór Przemienienia Pańskiego z 1158 roku. Przypomina, że na dawnej Rusi świątynia miała być obrazem chrześcijanina - na zewnątrz skromna, wewnątrz bogata. Sobór jestteż niezwykle malowniczo położony - u podnóża starych wałów, w otoczeniu zielonych drzew.
W rostowskim kremlu łatwo po - czuć się jak w średniowieczu. Zapewniają to dobrze zachowane budynki - spacerujemy krużgankami, wchodzimy do licznych cerkwi, chronimy się przed słońcem w cieniu ogromnych bram. Główna świątynia, Sobór Zaśnięcia, stoi już 500 lat. Wdziękiem i ozdobnością nie ustępuje mu sąsiadująca z nim dawna siedziba arcybiskupa.
- Kreml nie tolko w Moskwie stoit, da? - dziwią się pielgrzymi.
- Kreml to po prostu średniowieczny kompleks zabudowań z siedzibą księcia i umocnieniami - wyjaśnia pielgrzymom ich przewodnik Mikołaj Iwanycz, dodając jeszcze, że kremie powstawały też wokół klasztorów i siedzib dostojników kościelnych.
Wasze uże zdles byli
Uglicz to jedno z miast rosyjskiej głubinki. Rzadko zaglądają tu wycieczki. Nazwa miasta pochodzi od rosyjskiego ugoł, czyli kąt. Ponoć przed kilkuset laty taki zakątek tworzyła w tym miejscu Wołga, nad którą miasto leży do dziś. Moi pielgrzymi, a ja wraz z nimi, wstąpili tu na nocleg.
Z historią sennego miasta wiążą się dramatyczne wydarzenia. To tutaj w ostatnich latach XVI wieku w niewyjaśnionych okolicznościach został zamordowany książę Dymitr, najmłodszy syn Iwana Groźnego, ostatni Rurykowicz. Wraz z jego śmiercią wygasła dynastia, a na Rusi zapanował zamęt zwany smutą. W miejscu jego śmierci stoi dziś cerkiew Dymitra na Krwi. W jej wnętrzu wisi kilkusetletni dzwon, ten sam, który bił na trwogę, gdy znaleziono martwego księcia. - To ponoć najsmutniejszy dzwon na Rusi - mówi pilnująca świątyni Nina Nikołajewna. Podróżni i pielgrzymi mogą się sami o tym przekonać, rozkołysując serce dzwonu.
Tak jak smuta zaczęła się w Ugliczu nad Wołgą, tak w sąsiednim Jarosławiu się skończyła. To stąd książę Dymitr Pożarski jesienią 1612 roku poprowadził na Moskwę pospolite ruszenie, które uwolniło ją od „polskich interwentów". Dziś można zwiedzać jarosławski monastyr Przemienienia Pańskiego, który był sztabem powstańców, uchodzi więc za symbol odrodzenia Rusi po smucie. Na uwagę zasługuje tam XIII-wieczny sobór z XVI-wiecznymi freskami i muzeum, w którym zobaczymy między innymi ryciny przedstawiające polskich okupantów i szablę polskiego husarza.
- Wy z Polszy? - pyta pani w kasie. - Wasze uże zdies byli... W XVII stolietie, z cełoj armiej! - śmieje się rubasznie.
Susanln wyżej Lenina
Pamięć najazdu Polakówjest żywa. - To tutaj odbyło się pierwsze nabożeństwo po wygnaniu Polaków z Kremla - grzmi na dziedzińcu klasztoru Ipatejiwskiego w Kostromie Mikołaj Iwanycz, mimowolnie spoglądając w moją stronę i wskazując na główną świątynię monasteru Troicki Sobór. Tutaj też przybyła do bojarów Romanowych delegacja z propozycją objęcia tronu przez najmłodszego potomka, Michaiła - dodajmy. Legenda głosi, że w ślad za delegacją ruszył polski oddział z zadaniem uśmiercenia przyszłego władcy. Kostromski chłop, Iwan Susanin, zapytany o kryjówkę przyszłego cara, pod pozorem kolaboracji wywiódł Polaków na bagna, gdzie się potopili. Pomnik Iwana Susanina stoi w centrum miasta, w pobliżu malowniczego brzegu Wołgi. - Stoi wyżej i w lepszym miejscu niż Lenin, bo Lenin tylko w parku! -śmieje się sprzedająca ziarna słonecznika handlarka.
Niestety, nie dotrwał do naszych czasów kostromski kreml. Cieszą za to oko Piękne Stragany i Mączne Stragany, czyli XVIII-wieczne kramy, które przypominają nieco krakowskie Sukiennice.
Kreml zachował się za to w Suzdalu, miejscowości, której nie wolno pominąć podczas podróży przez Zołotoje Koko. Choć z dawnych dębowych umocnień pozostały dziś tylko wysokie wały, po ich wewnętrznej stronie zachowało się kilka cerkwi, w tym najstarsza - cerkiew Narodzenia Matki Bożej, której konstrukcja pochodzi aż z XII wieku. Jeżeli jednak ktoś ma już dość murowanej historii i mrocznego chłodu kamiennych cerkwi, powinien odwiedzić suzdalski skansen, w którym zobaczy dwustuletnie nawet chałupy, młyny i cerkwie z drewna.
Kurlca nie ptlca...
- Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica - określa znanym powiedzeniem stosunek do Polski przewodnik Mikołaj Iwanycz, zachęcając mnie do pozostania z nim kolejny, czwartyjuż dzień. Choć autobusy z Suzdalu do następnej miejscowości w Pierścieniu, Władimira, jeżdżą co pół godziny, podróżuję dalej z pielgrzymami. Władimir, tylko 40 kilometrów oddalony od Suzdalu, pozostaje jednym z ważniejszych klejnotów Złotego Pierścienia, którymi chełpili się przed światem moskiewscy książęta, a potem carowie. Jednak tuż przed samym Władimirem warto skręcić do oddalonego o kilka kilometrów Bogolubowa. Niekoniecznie tylko po to, by nacieszyć oczy olbrzymimi kopułami tamtejszego Soboru Bogolubskiej Ikony Matki Bożej, choć na pewno duże wrażenie zrobi na przybyszach z Europy życie żeńskiego klasztoru okalającego sobór. Bogolubowo jest znane przede wszystkim z cerkwi Matki Boskiej Opiekunki, zwanej z rosyjska Pokrowa na Nerli. Do samej świątyni nie można dojechać samochodem. Jest położona na rozległych łąkach, w ujściu rzeki Nerla do Klaźmy. Trzeba zostawić auto przy stacji kolejowej i iść około półtora kilometra. Średniowieczny książę Andrzej Bogolubski zbudował cerkiew w tym miejscu nieprzypadkowo - walczył o tytuł wielkoksiążęcy Rusi, a murowana świątynia podnosiła rangę i prestiż księcia. Chciał zadziwić dostatkiem pływających Klaźmą kupców i podróżnych, przybyszów i sąsiadów.
Czas na butelkę wódki
Choć we władimirowskim Soborze Dymitrowskim można zobaczyć fragmenty fresków z XII wieku, a w Soborze Zaśnięcia podziwiać kunszt samego Rublowa, to tłok panuje raczej w centrum handlowym Walientina czy pełnym współczesnego malarstwa i jubilerskich wyrobów salonie Władimirskij Szyk. Ale to jak najbardziej zrozumiałe. Wszak tutaj właśnie, po zatoczeniu kręgu, kończą peregrynacje prawosławni wierni i turyści. Kupują więc ostatnie pamiątki. Moi pielgrzymi polecają mi izdielia iz bieriesty, czyli pudełka i szkatułki z kory brzozowej.
Tych ładniej zdobionych puzderek Rosjanie używają do przechowywania biżuterii, a zwykłej szych - do produktów spożywczych w kuchni. Sprzedawcy zachwalają też finift, emaliowaną biżuterię i breloczki: wszelkiego rodzaju wisiorki i bransoletki z ludowymi wzorami, wśród których dominują rajskie ptaki i konik Garbusek z rosyjskich bajek.
A sam Mikołaj Iwanycz? On radzi kupić... butelkę wódki. Najlepiej w kształcie kopulastej cerkwi albo dzwonnicy.
Rzeczpospolita
moje podróże
3 listopada 2006

|