= Strona główna
 = Informacje praktyczne
 = Lektury
 = Relacje
 = Galerie
Relacje/Miasto na wiecznej zmarzlinie
Dima, odśnieżający ulicę pracownik służb komunalnych Jakucka, mówi, że zima w tym roku się spóźnia. Przecież jest koniec listopada i niewiele poniżej minus 20 stopni. - Rok temu było już za trzydziestkę! - wspomina

MICHAŁ KSIĄŻEK

Przemarznięty na kość wsiadam do zatłoczonego autobusu. I tu glos z radia przekonuje, że w tym roku początki zimy są wyjątkowo łagodne. — Czy tylko mnie jest zimno? — zastanawiam się, przepychając przez przepełniony autobus przypominający szafę z futrami. Ścisk jest tak duży, że kiedy kierowca. szafy nagle gwałtownie hamuje, nikt się nie przewraca, bo nie ma gdzie. Szafior otwiera drzwi i wyrzuca rękaw kożucha, który ktoś zostawił, nazbyt pospiesznie wysiadając. Właściciel rękawa właśnie dogania autobus, zakłada urwany rękaw i rzuca soczystą wiązankę przekleństw w stronę autobusu ku ogólnej radości pasażerów. Widząc moje zdziwienie, stojący obok człowiek komentuje: Russkij jazyk bież mata (przekleństw) kak sos bież tomata...

Los sardynki
Autobusy w Jakucku nieprzypadkowo są tak małe. Przybysz z Europy mógłby pomyśleć, że to ze względu na niewielki wzrost miesz -kańców Syberii, tymczasem jednak chodzi o ogrzewanie. Mały autobus łatwiej ogrzać, łatwiej zatrzymać w nim ciepło, gdy na zewnątrz 50 stopni mrozu. Cóż, trzeba się schylić... i pogodzić z losem sardynki.

Zimno determinuje życie mieszkańców Jakucji. Wszak przez sie¬dem miesięcy w roku temperatura nie przekracza o st. C. Najtrudniej jest w styczniu, kiedy słupek rtęci, a raczej alkoholu, opada niemal do -50 st. C. Pozostałe pięć miesięcy musi wystarczyć ludziom i przyrodzie na lato, jesień i wiosnę. Przy czym tylko w trzech z owych pięciu miesięcy średnia temperatura osiągnie ponad 10 st. C. Dima, który zimę spędza na ulicach lodowej stolicy, walcząc ze zwałami śniegu, twierdzi, że w mieście najzimniej było w 1969 roku, kiedy to termometr pokazał -57 st. C.

Te trudne warunki wynikają z położenia Jakucka — miasto znajduje się w dolnym biegu rzeki Leny, w głębi kontynentu, na północnowschodnich krańcach Rosji. Leży w pobliżu Arktyki, pod wpływem kontynentalnego klimatu, który wyróżnia się dużymi różnicami temperatur. Zimą w niektórych rejonach Jakucji temperatura spada poniżej minus 60 stopni, a latem osiąga nawet 30 na plusie, roczna amplituda wynosi więc prawie 100 st. C!

Wilcza szuba i cebulka
Wraz z pierwszymi mrozami w jakuckich urzędach, pocztach i sklepach robi się jakby tłoczniej. Ludzie chronią się przed mrozem, a do tego są więksi, bo każdy opatulony w starą szubę, kożuch i baranicę. Dwie tak ubrane osoby nie usiądą obok siebie w autobusie, nie miną w wejściu do sklepu. Choćgruba wielowarstwowa odzież krępuje ruchy, na cebulkę ubiera się też Dima. — Jednak najcieplejsza cebulka to ta na zakąskę — uśmiecha się szelmowsko, uderzając po wypchanej podejrzanie kieszeni.

Na zaśnieżonych i oblodzonych ulicach Jakucka można spotkać, oprócz wszechobecnych futer i kożuchów, kurtki puchowe, zazwyczaj w jaskrawych kolorach.—To cudzoziemcy tak się ubierają — wyjaśnia Walery, sprzedawca futer, u którego kupuję szubę (według niego cudzoziemców można poznać również po tym, że plują na ulicach, sprawdzając, czy ślina rzeczywiście zamarznie, zanim spadnie). Jednak według Walerego nic nie może się równać z futrem z sobola, wilka polarnego, a nawet norki czy barana. Mieszkańcy lodowej republiki noszą tylko to co naturalne. Wiedzą, że tylko taka odzież daje szansę wytrzymania półgodzinnego czekania na autobus. A przecież nikt w trzystutysięcznym mieście nie zna ich rozkładujazdy.

Diamenty na ulicy
Znąjągojedynie Ormianie i Gruzini, którzy zdominowali w Jakucku transport miejski. Przyjeżdżają z dalekiego Kaukazu do Jakucji za chlebem i pracują zazwyczaj jako kierowcy. Mówi się wręcz o mafii autobusowej. Nie należy się dziwić, jeżeli w autobusie rozbrzmiewają gruzińskie przeboje. Na nic zdają się tu prośby pasażerów, by oszczędzić ich uszy.

W republice znanej głównie z wydobycia złota i diamentów starcza też miejsca dla Uzbeków i Tadżyków, którzy zdominowali jakuckie place budów. Kirgizi garmażerię, a Chińczycy, tradycyjnie, handel odzieżą. Strefy wpływów są wyraźnie podzielone. Rosjanie od zawsze pracują w przemyśle i transporcie, a Jakutom zostaje administracja, samorządy i uczelnie. Choć w większości mieszkają na wsiach, gdzie hodują konie, krowy i polują.—Cały były ZSSRR myśli, że u nas diamenty leżą na ulicy kpią sobie z krążących o nich stereotypów. Po rozpadzie ZSRR północna, zawsze sowicie subsydiowana republika straciła dużo. Zmniejszono zarobki za pracę w trudnych warunkach, ograniczono pomoc socjalną, bezpłatne przejazdy. Nic dziwnego, że mieszkańcy Jakucji tęsknią za Związkiem Radzieckim. Widać to, gdy w największe święta i radzieckie rocznice pod przybranym flagami i kwiatami pomnikiem Lenina w centralnym punkcie miasta stawiają się tłumy. Tylko studenci żartują sobie z wodza rewolucji:—Wołodia to jedyny facet w mieście, który chodzi zimą bez czapki i untów.

W kolorze zorzy polarnej
Słowo „unty" pojawia się na ustach wszystkich, gdy pierwszy śnieg zamienia się pod stopami przechodniów w ubity lód. Unty, czyli zimowe buty dawnych mieszkańców Jakucji, szyto zazwyczaj ze skór reniferów. Skóra renifera, ale i konia lub górskiej owcy czubuku uchodzi za najcieplejszy materiał. Jakuci, Rosjanie i Ewenkowie szyją z nich czapki, kożuchy i unty. W miastach ponad inne przedkłada się jednak futro sobola, którego skórka może kosztować nawet 100 dol. Jest gwarancją ciepła i szczytem elegancji. Nadaje się zarówno na czapkę, jak i na szubę. Podobnie norka czy baran, którego pomysłowi Rosjanie i Jakuci farbują na przeróżne kolory, nie zapominając nawet o komicznym nieco fiolecie czy lilaróż. — Bo to są kolory zorzy polarnej —wyjaśnia niezorientowanemu cudzoziemcowi Dima.

Reny najcieplejsze
O właściwościach reniferowych skór, których nie można zastąpić żadnym sztucznym włóknem, wiedzą dobrze jakuccy myśli wii pasterze reniferów. W górach cieplejszy od skóry rena jest tylko ogień tłumaczy poznany na wyścigach za¬przęgów reniferowych pasterz z Gór Wierchojańskich. W tajdze, kilkakrotnie większej od Polski, w tundrze czy w górach zimą można przetrwać dzięki wyjątkowym właściwościom termicznym skór renów. Nawet podeszwy myśliwskich untów szyte są z fragmentów skór pochodzących spomiędzy racic rena, gdzie skóra jest gruba, a włosie szczególnie sztywne, co zapobiega ślizganiu.

Współczesne miasto z pomnikiem Lenina
W drugiej połowie XIX w. pewien kupiec uparł się, że wykopie pierwszą w stolicy studnię głębinową. Zrozumiał bezcelowość swojego pomysłu, kiedy szyb miał głębokość prawie 200 metrów, a ziemia ciągle była zamarznięta!

Wieczna zmarzlina, podziemny lód, jest powodem, dla którego domy w Jakucku budowane są na betonowych słupach. Chodzi o to, by ciepło z budynku nie powodowało rozmarzania gleby, bo wtedy budynek zapadłby się. Często dzieje się tak ze starymi drewnianymi domami na Syberii. Szczególnie latem, kiedy wierzchnia warstwa gleby zamienia się w błoto.

W Jakucku nie brakuje drewnianych domów. Do niedawna to one
dominowały w krajobrazie miasta. Ale, jak informuje folder oferowany turystom i przyj ezdnym, Jakuck to „miasto współczesne". Jego wizytówką jest główna arteria — prospekt Lenina. Pomnik wodza rewolucji, dwa kina, połyskujący szkłem i metalem hotel Polarna Gwiazda i nie mniej śmiały w swej konstrukcji budynek Jakuckiego Teatru Narodowego wraz z bryłą Cyrku Państwowego, Pałacem Sportu oraz Stadionem Tujmaada stanowić mają przepustkę do grona współczesnych miast Federacji Rosyjskiej.

Ognisko w mieście
Poza centrum miasto składa się jednak z tradycyjnych klockowatych bloków. Jedną z zabaw wyrostków, którzy i w największe mrozy okupują podwórka, jest palenie ognisk — ze starej opony, śmieci, z na wpół rozebranej komórki czy wychodka. Nikt nie dzwoni po straż pożarną. Wręcz przeciwnie, raczej podejdzie się ogrzać, wypalić papierosa. Zresztą Dima, niewątpliwy autorytet w tej dziedzinie, twierdzi, że straż nie zdążyłaby dojechać. Woda zamarzłaby im w cysternie.

Uwaga na czapki
Gazety, radio i Dima przestrzegają przed złodziejami futrzanych czapek. Potrafią oni ściągnąć upatrzone sobole, piżmaki lub wilcze łapy prosto z głowy właściciela. Nic dziwnego, że mijający się wieczorem przechodnie przyglądają się sobie podejrzliwie, mocniej zawiązują uszanki pod brodą i przyśpieszają kroku.

Szansę schwytania ulicznych cwaniaków są niewielkie. Nie sposób ścigać ich w mgle i smogu, jaki spowija Jakuck, a opis sprawcy odpowiada zazwyczaj wyglądowi połowy mieszkańców miasta: w untach, baranim kożuchu i w lisiej uszance.

U rodaków przy piecu
Na szczęście Europejczycy zazwyczaj dominują wzrostem nad mieszkańcami podbiegunowej republiki. Są więc poza zasięgiem ra: mion łowców czapek. Ale nie to, oczywiście, miałoby zachęcić tych pierwszych do peregrynacji po mroźnej stolicy i jej włościach. Jakucja zimą, ze swoją baśniową scenerią, to świetne miejsce na włóczęgę. Odcięte od świata wioski i miasteczka z drewnianymi chatami zasypane śniegiem wyglądają niezwykle malowniczo. Polacy są w nich gościnnie witani, jako że dobrze zapisali się we wdzięcznej pamięci Jakutów. Zsyłani byli bowiem na Syberię od XVII wieku. Uczyli koczowników uprawy zbóż i warzyw. Dzielili się z nimi wiedzą medyczną i tłumaczyli, że choroby nie pochodzą od złych duchów, lecz związane są z warunkami życia i higieną. Do dziś też na jakuckiej wsi żywa jest legenda o tym, jak to pewien zesłaniec udoskonalił jakucki piec, wzbogacając go o zapadkę w kominie, dzięki której nie stygł on tak szybko.

Niektórzy wracali ze zsyłki, inni zostawali w Jakucji na całe życie. W głuchej tajdze nad Leną czy w zasypanych śniegiem wioskach spotkamy i dziś Kułakowskich, Tworkowskich, Dąbrowskich. Warto zapukać do ich domów. Zostaniemy miło przyjęci.

RZECZPOSPOLITA
15 grudnia 2006