To ostatnia chwila dla tych, którzy chą zobaczyć Rumunię jeszcze w niekomercyjnej formie
Północno-wschodnia część kraju to żywy skansen. We wsiach regionu Maramuresz zachowały się drewniane domy, misternie rzeźbione bramy i strzeliste, kryte gontem cerkiewki, które traflły na listę dziedzictwa kulturalnego UNESCO. Do dziś kultywowane są tu ludowe zwyczaje, a mieszkańcy wyobrażają sobie wyjścia do cerkwi bez tradycyjnego stroju.
Warto tu być w niedzielę, kiedy na dźwięk dzwonów wysypują się z domów i idą do cerkwi. Mężczyźni w fikuśnych kapelusikach, białych haftowanych koszulach i wojłokowych kapcach zajmują miejsca we wnętrzu, kobiety w marszczonych spódnicach podbitych koronką i wykrochmalonych bluzkach zostają przed cerkwią. Nawet młode dziewczęta nie stronią od kolorowych ludowych strojów.
Pierwszą cerkwią w drodze z Baia Marę do doliny Izy jest XVIII-wieczna świątynia św. Archaniołów w Surdesti. Do niedawna była najwyższą drewnianą budowlą w Europie - ma aż 54 metry. Prześcignęła ją dopiero nowa cerkiew Perii w miejscowości Sapanta.
W słynnej dolinie Izy praktycznie każda miejscowość może się poszczycić wspaniałą, krytą gontem cerkwią z malowanymi wnętrzami. Żeby zobaczyć najstarszą, prawdopodobnie XTV-wieczną, trzeba pojechać do Ieud. Ale wrażenie robią też zabudowania klasztoru Barsana z końca lat 90. ubiegłego wieku, zbudowane na wzór starszych cerkwi. Niestety w dolinie odwiedzanej od lat przez turystów folklor przybrał już nieco komercyjne formy, a nowe, murowane domy coraz częściej zajmują miejsce starych zabudowań. Te ostatnie lepiej więc obejrzeć w malowniczo położonym skansenie w Sighetu Marmatiei.
Wesoły cmentarz
Do Sapanty warto zajrzeć ze względu na wyjątkowy Cimitirul Vesel, czyli Wesoły Cmentarz. Jego pomysłodawcą był miejscowy artysta łon Stan Patras, który w 1935 roku stworzył pierwsze kolorowe nagrobki. Zdobią je scenki z życia tych, którzy odeszli. Niektóre osoby przedstawione są przy pracy, inne ze swymi przywarami, jeszcze inne - tak, jak zginęły. Jest więc i mężczyzna pracujący w polu, i zaglądający do kieliszka, i pod kołami samochodu. Pod scenkami rymowane wierszyki, które - o dziwo - wywołują uśmiech na twarzach zwiedzających. Niestety, my nie jesteśmy w stanie ich zrozumieć.
Malowane monastyry
Osobliwością leżącej po zewnętrznej stronie łuku Karpat Bukowiny są kolorowe monastyry, fundowane od XV wieku przez hospodarów mołdawskich: Bogdana I, Stefana Wielkiego i Petru Raresa. Najpiękniejsze z nich wpisano na listę światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO.
Wycieczki najczęściej odwiedzają Humor i Voronet, jednak Putna, Moldovita czy Sucevita niewiele im ustępują. Zresztą doskonałe malowidła znajdziemy też w innych cerkwiach. Na zewnętrznych ścianach świątyń wymalowane są wielkie, przemawiające do wyobraźni przedstawienia: sąd ostateczny, drzewo Jessego, drabina cnót. Pogrążone w półmroku wnętrza kryją historie z życia świętych i przedstawienia wydarzeń kościelnych. W kopułach nad nawą i przednawiem (babińcem) - przedstawienia Marii i Chrystusa Pantokratora, wokół nich apostołowie. Nawet przeznaczony dla nieochrzczonych narteks jest od góry do dołu wymalowany. Każdy klasztor ma nieco inną kolorystykę - w jednym przeważa błękit, w innych purpura lub zieleń.
Mnie najbardziej urzekł położony pośród wzgórz obronny klasztor Sucevita. Jest tu spokojniej niż w pozostałych świątyniach. Dziedziniec otaczają grube kamienne mury. Siostry zakonne opiekujące się świątynią zdają się nie zauważać turystów. Pielęgnują ogród i oddają się swoim codziennym zajęciom.
Jedna obchodzi w skupieniu cerkiew i uderzając młoteczkiem w długą deskę wzywa na modlitwę. Inna modli się przed ikoną, trzykrotnie całując obraz i przechodząc pod nim na klęczkach.
Polskim tropem
Poiana Mikulov, Kaczyca, Nowy Sołoniec i Piesza to bukowińskie wioski, w których żyją Polacy. Pierwszych ściągnięto tu pod koniec XVIII wieku z okolic Bochni i Wieliczki do pracy w.... kaczyckiej kopalni soli. Kopalnia, choć niewielka, zapada w pamięć. Pani bileterka łamaną polszczyzną tłumaczy nam, jak zachować się we wnętrzu i na co zwrócić uwagę. Bo w dół kopalni schodzimy zupełnie sami. Solne płaskorzeźby, kaplice, podziemne jezioro, a na najniższym poziomie sala balowa i boisko sportowe. I wszechobecny zapach ropy, którą nasączone jest drewno. Strach tylko, co by było, gdyby tak nagle wysiadł prąd...
Przed kopalnią kościół katolicki z polskim napisem: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami". To jedno z najważniejszych sanktuariów maryjnych w Rumunii. Jego sercem jest przeniesiony ze Stanisławowa obraz Czarnej Madonny Kaczyckiej, do którego pielgrzymują wierni. Jan Paweł II nadał świątyni tytuł bazyliki niniejszej.
Nowa droga, wybudowana za polskie i rumuńskie pieniądze, zaprowadzi nas do Nowego Sołońca. Jest tu i szkoła polska, i prężnie działający Dom Polski, w którym można zanocować.
Krystyna Jełowicka
redaktor działu podróże
Dziennik.pl
Podróże
4.08.2007