|
|
|
Relacje/Grobowiec w Beresteczku
|
Miłośnikom polskich dziejów Beresteczko, niewielkie miasteczko na ukraińskim dziś Wołyniu, kojarzy się jednoznacznie ze zwycięską bitwą wojsk królewskich ze zbuntowanymi Kozakami Bohdana Chmielnickiego i wspierającymi ich Tatarami. Decydujące starcie nastąpiło 30 czerwca 1651 r. Atak jazdy i piechoty pod dowództwem króla Jana Kazimierza i księcia Jaremy Wiśniowieckiego rozbił armię kozacką. Tatarzy w obliczu klęski wycofali się, porywając ze sobą Chmielnickiego. Ponad 50 tys. Kozaków schroniło się w warownym taborze. Gdy 10 lipca wybuchła wśród nich panika po rzekomej ucieczce dowódcy, Iwana Bohuna, wojska polskie uderzyły, a walka rychło zmieniła się w rzeź. Zwycięstwo było wielkie, ale i gorzkie, bo odniesione w wojnie domowej. Nie upamiętniano go też szczególnie - jedynie na ścianie miejscowego kościoła Św. Trójcy, świątyni trynitarzy, namalowano w drugiej połowie XVIII w. scenę bitwy, a wewnątrz w latach Drugiej Rzeczypospolitej umieszczono tablicę. Obie te pamiątki już nie istnieją, kościół stał się zaś pustą, zamkniętą ruiną.
Paradoks historii sprawił, że dzisiejsze Beresteczko znane jest jako miejsce chwały... kozackiej. W latach 1910-1914 w pobliskiej wiosce Płaszowa, w miejscu mogił poległych Kozaków, z inicjatywy rosyjskich nacjonalistów, wspieranych przez cara, wzniesiono zespół komemoratywny z cerkwią św. Jerzego. Nie chodziło bynajmniej o naród ukraiński, bo temu Rosjanie odmawiali istnienia, nazywając Małorusinami, lecz o imperialną i antypolską manifestację. W uroczystości otwarcia brały udział oddziały Czarnej Sotni. Ukraińcy ze Lwowa gorąco protestowali przeciw takiemu nadużyciu. Niestety, także obecnie każdy, kto obejrzy przygotowaną jeszcze w czasach sowieckich ekspozycję muzealną, odnieść musi wrażenie, że pod Beresteczkiem w istocie zwyciężyli Kozacy, a i przebrzmiałych, zdawałoby się, słów o „polskiej okupacji" tutaj nie brakuje.
Zrozumiałe, że „Kozackie Mogiły" w Płaszowej licznie odwiedzają Ukraińcy, jednak i dla przybywających do Beresteczka wycieczek z Polski miejsce to jest zwykle jedynym lub głównym punktem programu. Tymczasem w miasteczku nie brak zabytków, a jeden z nich - to niezmiernie interesujący świadek naszej historii. Znajduje się na lewym brzegu Styru, na zachodnim przedmieściu, zwanym dawniej Jurydyką. Jadąc od centrum, trzeba za mostem skręcić w drugą ulicę w lewo i minąć po prawej kapliczkę św. Tekli. Według przekazów kurhan, na którym stoi kapliczka, kryje szczątki pięciuset dziewic, zamordowanych przez Tatarów. Nieco dalej, także z prawej strony, za domami, pośrodku pola, na wzniesieniu niemal już zniwelowanym wznosi się wysoki, dziesięciometrowy mniej więcej obelisk z czerwonej cegły. To grobowiec księcia Aleksandra Prońskiego, a podobno także jego siostry Marii, od której imienia wzgórek miano nazywać Maruchą. Niezwykły w kształcie - wysmukły ostrosłup na sześcianie przypomina tzw. ariańską mogiłę w Krupem koło Krasnegostawu. Widać na nim skutki upływu czasu i działań ludzi - ślady rabunkowej eksploracji są w kilku miejscach zamurowane, ale duży otwór na poziomie gruntu pozwala zajrzeć do wnętrza. Jeśli więc rzeczywiście, jak podał Mieczysław Orłowicz w Przewodniku po Wołyniu (Łuck 1929), „zwłoki ks. Prońskiego miały spoczywać w srebrnej trumnie w otworze na I piętrze obelisku", to dziś jest on z pewnością pusty.
Piramidy mają tajemnice, ma swoją także „piramida" berestecka. Metalowa tablica, umocowana wysoko na ścianie, informuje: „ALEXANDER FRYDERYKOWICZ XIĄŻĘ PROŃSKI KASZTELAN TROCKI ZMARŁY ROKU 1631 OSTATNICH DNI MARCA". Rzecz w tym, że szczegółowy biogram księcia w Polskim Słowniku Biograficznym wyraźnie stwierdza, iż zmarł on pod koniec 1595 lub na początku 1596 r., a rok później wdowa, Teodora z Sanguszków, ponownie wyszła za mąż. Czy przy wykonywaniu tablicy pomylono datę śmierci Prońskiego z datą wzniesienia grobowca, którego fundatorem mógł być jego syn Aleksander Oktawian, ostatni z rodu? A mo¬że „zamieniono" ojca z synem - tylko że ten ostatni zmarł w 1638 r. Dodać trzeba, że starszy książę Aleksander byl z całą pewnością wyznawcą kalwinizmu, a nie arianinem, jak się czasem podaje. Tak czy inaczej inskrypcja jest błędna, a przyczyny zapewne pozostaną nieznane.
Książę Aleksander herbu Święty Jerzy pochodził z rodu ruskich kniaziów riazańskich, z linii władającej Prońskiem. Jego przodek Jurij osiadł w 1479 r. w Wielkim Księstwie Litewskim. Ojciec Fryderyk, który przeszedł na katolicyzm, zbudował w Beresteczku zamek, a w 1546 r. uzyskał przywilej na założenie miasta. Aleksander, urodzony ok. 1550 r., młodość spędził na dworze króla Francji Karola IX, a w 1573 r. uczestniczył w poselstwie do Henryka Walezego. U boku Batorego walczył z Moskwą pod Wielkimi Łukami i Pskowem, potem jednak, jako zwolennik Habsburgów, występował przeciw Zygmuntowi III Wazie, za co został uwięziony. Władca wybaczył mu jednak i w 1591 r. uczynił kasztelanem trockim. Książę - senator musiał być osobowością nieprzeciętną, znaną tak z gruntownego wykształcenia, jak z wielkiej siły i gwałtownego charakteru.
Grobowiec Prońskiego jest niezwykły sam w sobie, ale pewien szczegół, niemal dwa wieki od niego późniejszy, czyni go obiektem unikatowym. Na jednej z cegieł sześciennej podstawy, nieco z lewej, na wysokości oczu znajduje się mianowicie własnoręczny, jak chce tradycja, podpis króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wyryty najpewniej za pomocą pierścienia ze szlachetnym kamieniem wygląda następująco: „St. Au. Król 1787". Ostatnie dwie cyfry są ukruszone i mało czytelne, ale ze źródeł wiadomo, że monarcha zatrzymał się w Beresteczku podczas podróży do Kaniowa na spotkanie z carycą Katarzyną, dokładnie we czwartek 8 marca 1787 r.
Jedyną relację z krótkiego pobytu w Beresteczku pozostawił towarzysz wędrówki Adam Naruszewicz w Diariuszu podróży Stanisława Augusta króla na Ukrainę. Nie ma w niej ani słowa o grobowcu, ale są inne szczegóły warte przytoczenia: „Jego Królewska Mość, stanąwszy w austerii, dał łaskawą audiencją studentom pod dozorem xx. trynitarzów, szkolę tam swoją mających, uczących się; słuchał też mówiącego imieniem kahału rabina, odebrał łaskawie chleby od mieszczan sobie ofiarowane, a oratora ich udarowal. Miasteczko to [...] utrzymuje się staraniem dziedzica w pięknym porządku; wielka jest w nim liczba tak murowanych, jako i drewnianych domów oraz mnóstwo mieszczan i Żydostwa, jako się widzieć dało z tłumu łudzi otaczających austerią i w ulice którędy Najjas'n. Pan przejeżdżał, dla widzenia twarzy swojego króla cisnących się". Król jechał z Bubnowa, od zachodu, łatwo więc wyobrazić sobie, że dostrzegł w polu niecodzienny obiekt, zapragnął go obejrzeć i nie oparł się pokusie złożenia podpisu. A biskup - poeta nie uznał tego faktu za godny odnotowania.
Stanisław August nie był ani pierwszym, ani też ostatnim odwiedzającym, który uwiecznił się na cegłach grobowca. Najstarsza data -1702 - towarzyszy nieczytelnemu nazwisku. W 1774 r. podpisał się I. C. Perendi, zapewne Włoch w kresowej podróży. Wśród turystów dziewiętnastowiecznych najwyraźniejsze jest nazwisko K. Wadeckiego z datą 1841, a w 1907 r. był tu Z. Teper. Wiele jest również podpisów współczesnych, aż do lat ostatnich. I gdyby nie królewska tradycja, trzeba by je uznać za niszczenie cennego zabytku...
Jarostaw Komorowski
SPOTKANIA Z ZABYTKAMI
grudzień 2006

|
|